Bartłomiej Achler

adwokat

Partner w kancelarii Drab - Grotowska Juszczyńska Achler, gdzie kieruje działem procesowym oraz działem prawa medycznego. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z prawami pacjenta i dochodzeniem roszczeń z tytułu błędów medycznych.
[Więcej >>>]

Potrzebuję pomocy

Tajemnica lekarskaW procesach dotyczących błędów medycznych kluczowe znaczenie ma dokumentacja medyczna. To głównie na jej treści  opierają się biegli wydając swoje opinie. Jednak nie wszystkie istotne dla sprawy okoliczności da się wyczytać z dokumentacji. Stąd też niezwykle istotna rola tzw. osobowych źródeł dowodowych. Zeznania świadków oraz stron stanowią bardzo istotną część materiału dowodowego. Szczególne znaczenie zaś mają zeznania personelu medycznego, a ich rola jest tym większa, im większe braki w dokumentacji medycznej.

Co jednak z tajemnicą lekarską? Czy świadek będący lekarzem może swobodnie składać zeznania w postępowaniu, nie obawiając się zarzutu naruszenia tajemnicy zawodowej?

Co obejmuje tajemnica lekarska?

Zgodnie z ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty tajemnicą lekarską objęte są wszelkie informacje związane z pacjentem, a uzyskane w związku z wykonywaniem zawodu. Jak widzisz, definicja ta jest bardzo szeroka, a staje się jeszcze szersza, gdy sięgniemy do Kodeksu Etyki Lekarskiej stanowiącego, że tajemnicą lekarską objęte są nie tylko wiadomości o pacjencie, ale również o jego otoczeniu, a więc nie tylko informacje ściśle medyczne dotyczące samego pacjenta.

Tajemnicą lekarską objęte są zarówno wyniki przeprowadzanych badań jak i również diagnoza postawiona na ich podstawie, historia choroby i uprzednie postępowanie terapeutyczne, metody i postępy w leczeniu, wcześniejsze lub współistniejące schorzenia, hospitalizacje, przyjmowane leki. Rozciąga się to również na wszelkie materiały związane z postawieniem diagnozy lub leczeniem, a więc na zaświadczenia, notatki, kartoteki. (wyrok WSA w Warszawie z 15.12.2017 r., II SA/Kr 1206/17)

Tego rodzaju informacje objęte są tajemnica lekarską niezależnie od tego, z jakiego źródła lekarz je pozyskał. Mogą to być zatem zarówno informacje otrzymane od samego pacjenta (np. w trakcie wywiadu), jak i uzyskane z dokumentacji medycznej lub innych członków personelu medycznego lub członków rodziny.

Zwróć uwagę, że tajemnica lekarska obejmuje wyłącznie informacje dotyczące pacjenta i jego otoczenia. Nie można zatem zasłonić się skutecznie tajemnicą lekarską, gdy pytania dotyczą np. organizacji pracy w szpitalu, przebiegu dyżuru, czy innych członków personelu medycznego.

Przepisy dotyczące tajemnicy lekarskiej są ściśle związane z prawem pacjenta do zachowania w tajemnicy informacji dotyczących swojej osoby. Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta stanowi wprost, że

Osoby wykonujące zawód medyczny są obowiązane zachować w tajemnicy informacje związane z pacjentem, w szczególności ze stanem zdrowia pacjenta.

Mając to na uwadze, warto zadać sobie pytanie, na ile swobodnie może lekarz zeznawać przed sądem w postępowaniu dotyczącym pacjenta, w którego leczeniu uczestniczył?

Zwolnienie z tajemnicy lekarskiej w postępowaniu karnym

Zasadą w postępowaniu karnym jest, że każda osoba wezwana w charakterze świadka ma obowiązek złożenia zeznań. Od powyższej reguły kodeks postępowania karnego przewiduje jednak pewne odstępstwa.

Jednym z nich jest prawo do odmowy zeznań co do okoliczności objętych tajemnicą lekarską. Prawo to nie ma jednak charakteru bezwzględnego. Lekarz może zostać przesłuchany co do faktów objętych tajemnicą lekarską w przypadku, gdy:

  • jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości oraz
  • okoliczności tych nie da się ustalić na podstawie innych dowodów.

Druga z powyższych przesłanek jest dość jasna. Czym jednak jest „dobro wymiaru sprawiedliwości”? Oddajmy głos Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach:

„Pojęcie dobra wymiaru sprawiedliwości należy utożsamiać przede wszystkim z koniecznością ustalenia prawdy materialnej w toku postępowania karnego.” (wyrok SA w Katowicach z 28.06.2017 r., II AKz 397/17)

Jak widzisz, zwolnienie lekarza z tajemnicy lekarskiej powinno stanowić ostateczność. Jeżeli istotnych dla sprawy okoliczności nie da się ustalić w inny sposób i jest to niezbędne dla ustalenia prawdy obiektywnej w procesie, wówczas sąd (i tylko sąd) może wydać postanowienie o zwolnieniu z tajemnicy.

Co istotne – powyższa procedura ma zastosowanie wyłącznie w przypadku, gdy lekarz odmawia składania zeznań zasłaniając się tajemnicą lekarską. Jeżeli tego nie zrobi – jego zeznania będą pełnowartościowym środkiem dowodowym bez potrzeby zwalniania z tajemnicy zawodowej.

Nie tylko tajemnica lekarska – prawo do odmowy odpowiedzi na pytania

Nawet, jeżeli lekarz zostanie zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej, nie musi to oznaczać, ze będzie musiał odpowiadać na każde zadane pytanie. W postępowaniach karnych medycznych szczególnego znaczenia nabiera bowiem prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi na pytanie, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić świadka na odpowiedzialność za przestępstwo.

Świadek nie ma bowiem obowiązku donoszenia na siebie samego. Żeby to ostatnie uprawnienie lepiej zrozumieć, wyobraź sobie, że na ławie oskarżonych zasiada np. ginekolog oskarżony o narażenie dziecka oraz matki na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężko uszczerbku na zdrowiu wskutek niewykonania na czas zabiegu cięcia cesarskiego. W sprawie jako świadek przesłuchiwany jest, powiedzmy, neonatolog, który np. wadliwie przeprowadził czynności resuscytacyjne.  W takiej sytuacji neonatolog ów nie ma obowiązku donoszenia na samego siebie i może uchylić się od odpowiedzi na pytania, jeżeli odpowiedź mogłaby spowodować wszczęcie przeciwko niemu postępowania karnego. Co istotne – w takiej sytuacji nie można całkowicie odmówić zeznań, a jedynie uchylić się od odpowiedzi na poszczególne, „trudne” pytania.

Zgoda pacjenta na ujawnienie tajemnicy lekarskiej

Oczywiście może się zdarzyć, że sam pacjent wyrazi zgodę na ujawnienie informacji objętych tajemnicą lekarską. W praktyce procesowej takie sytuacje nie należą do rzadkości. Takie ujawnienie najczęściej leży zresztą w interesie pacjenta. W takim przypadku lekarz jest zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy.

Lekarz jako świadek w postępowaniu cywilnym

Nieco inaczej wygląda sytuacja w postępowaniu cywilnym. Chociaż również i w tym przypadku regułą jest obowiązek stawienia się w sądzie i złożenia zeznań. Niemniej, jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem „istotnej tajemnicy zawodowej” świadek może odmówić odpowiedzi na zadane mu pytanie.

W praktyce spraw medycznych oznacza to, że lekarz nie może całkowicie odmówić zeznań. Może natomiast odmówić odpowiedzi na konkretne pytanie, jeżeli odpowiedź wiązałaby się z naruszeniem tajemnicy lekarskiej.

Również zeznając w sprawie cywilnej lekarz może odmówić udzielenia odpowiedzi na pytanie, jeżeli zeznanie mogłoby narazić go na odpowiedzialność karną.

Inaczej, niż w procedurze karnej, w postępowaniu cywilnym sąd nie ma możliwości zwolnienia lekarza z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej. To do lekarza zatem należy każdorazowo decyzja, czy udzieli odpowiedzi na zadane mu pytanie. Co więcej, nawet jeżeli w toku przesłuchania lekarz ujawni okoliczności objęte tajemnicą lekarską, takie zeznania będą pełnowartościowe i sąd będzie musiał wziąć je pod uwagę i ocenić, tak, jak wszystkie pozostałe dowody.

Zupełnie inną kwestią jest natomiast odpowiedzialność, karna, cywilna, czy dyscyplinarna lekarza za takie ujawnienie….

Tajemnica lekarska w postępowaniu przed wojewódzką komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych

W przypadku postępowań dotyczących zdarzeń medycznych. Ustawa stanowi bowiem wprost, że ciążący na osobach wykonujących zawód medyczny obowiązek zachowania w tajemnicy wszelkich informacji o pacjencie i jego stanie zdrowia, nie dotyczy postępowań przed wojewódzką komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych.

W sprawie przed wojewódzką komisją personel medyczny może składać zeznania całkowicie swobodnie, nie zasłaniając się tajemnicą zawodową.

Różne procedury, różne zasady

Jak widzisz, kwestia ujawnienia informacji objętych tajemnicą lekarską jest różnie uregulowana w odniesieniu do poszczególnych postępowań. Temat nie jest tak prosty i jednoznaczny, jak mógłby się wydawać. A zwróć uwagę, że nie wspomniałem o przypadkach, gdy lekarz jest oskarżonym w sprawie karnej, stroną procesu cywilnego, czy obwinionym w postępowaniu dyscyplinarnym…

To zdecydowanie temat przekraczający ramy jednego artykułu.

 

 

odpowiedzialność karna za błąd medycznySprawy o błędy medyczne należą do specyficznej kategorii spraw pozostających na styku prawa cywilnego oraz karnego. Gdy jeszcze dodamy do tego kwestie związane z odpowiedzialnością zawodową lekarza, okazuje się, że jedno zdarzenie może być rożnie oceniane i wywoływać różne skutki w zależności od tego, w jakim postępowaniu i przed jakim organem sprawa jest rozpoznawana.

Klienci często zatem muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wszczynać postępowanie karne oraz czy czekać ze złożeniem pozwu na zakończenie sprawy karnej?

Postępowanie karne w sprawie o błąd medyczny

Przed takim dylematem stanęła m.in. pani Sylwia, która zgłosiła się jakiś czas temu do kancelarii w sprawie dotyczącej błędu przy porodzie. Klientka trafiła do szpitala w 32 tygodniu ciąży z silnymi dolegliwościami bólowymi. Liczne zaniechania ze strony personelu medycznego, polegające m.in. na braku badań wewnętrznych, nieprzeprowadzeniu pogłębionej diagnostyki skutkowały przeoczeniem przez personel momentu rozpoczęcia akcji porodowej oraz zignorowaniem wskazań medycznych do wykonania cięcia cesarskiego. W konsekwencji dziecko urodziło się z objawami ciężkiego niedotlenienia okołoporodowego.

Postępowanie w sprawie wszczęła z urzędu prokuratura. Pełniącym wówczas dyżur lekarzom – specjaliście ginekologowi oraz rezydentowi, a także dwóm położnym pracującym feralnej nocy na oddziale postawiono zarzut nieumyślnego narażenia noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Wykonana na zlecenie prokuratury opinia biegłych była, zarówno dla szpitala, jak i dla podejrzanych, miażdżąca. Opierając się na wnioskach biegłych prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko całej czwórce. Tyle, że od aktu oskarżenia do wydania wyroku skazującego długa droga…

Uniewinnienie i co dalej?

Przed sądem sytuacja zmieniła się diametralnie. Po przesłuchaniu ponad dwudziestu świadków, sporządzeniu dwóch kolejnych opinii biegłych, zgromadzeniu kilkudziesięciu tomów akt, zapadł wyrok… uniewinniający wszystkich oskarżonych. Sąd nie dopatrzył się winy personelu medycznego. Uzasadniając jednak wyrok sąd nie pozostawił suchej nitki na samym szpitalu. Kierownictwu szpitala oraz kliniki ginekologii i położnictwa zarzucił m.in. fatalną organizację pracy skutkującą narażeniem bezpieczeństwa pacjentek.

Długo by opisywać dalszy ciąg procesu… Dość powiedzieć, ze wyrok sądu pierwszej instancji, na skutek apelacji prokuratora oraz oskarżyciela posiłkowego, został uchylony, a sprawa została przekazana do ponownego rozpoznania. Sąd powołał kolejnego biegłego. Końca procesu nie widać…

Ten sam stan faktyczny – różne oceny

Teraz wyobraź sobie, że zwlekasz z decyzją o złożeniu pozwu cywilnego aż do zakończenia sprawy karnej. To kuszące. W Internecie przeczytałeś, że prawomocny wyrok skazujący wiąże sąd w postępowaniu cywilnym. Myślisz więc – „Gdy zakończy się sprawa karna, uzyskanie zadośćuczynienia czy odszkodowania będzie formalnością”.

No cóż… Niekoniecznie.

Przede wszystkim, możesz się nie doczekać. Postępowania karne w sprawach dotyczących błędów medycznych trwają bowiem  z reguły znacznie dłużej niż sprawy cywilne. A termin przedawnienia biegnie…

Po drugie – pamiętaj, że choć sąd karny i sąd cywilny badają to samo zdarzenie, to oceniają je przez pryzmat zupełnie innych przepisów i innych zasad odpowiedzialności. Przykładowo, w postępowaniu karnym fundamentalne znaczenie ma indywidualizacja winy. Winny musi być konkretny człowiek. Niedopuszczalna jest zatem np. koncepcja winy anonimowej, tak powszechna w sprawach cywilnych dotyczących błędów medycznych.

Również ocena dowodów w sprawach karnych oraz cywilnych opiera się na nieco innych założeniach. Podstawową zasadą  procesu karnego  jest zasada domniemania niewinności. W związku z tym nie do przyjęcia w sprawach karnych jest, stosowana często w cywilnych procesach medycznych, konstrukcja domniemań faktycznych i innych ułatwień dowodowych przewidzianych w procedurze cywilnej.

Wszystkie te różnice (jak również szereg innych, drobnych niuansów), mogą spowodować, że ten sam stan faktyczny może zostać inaczej oceniony w sprawie karnej, a inaczej w sprawie cywilnej.

Nie czekaj z pozwem

Czy to oznacza, że wydanie np. orzeczenia uniewinniającego lub umarzającego postępowanie karne pozbawia cię prawa dochodzenia roszczeń w postępowaniu cywilnym?

Nic podobnego.

Żeby to zobrazować, wróćmy do sprawy pani Sylwii. Nie czekała ona z wytoczeniem procesu cywilnego do zakończenia sprawy karnej. I bardzo dobrze. Jak wspomniałem, sąd co prawda uniewinnił członków personelu medycznego, ale z drugiej strony wskazał na liczne błędy w organizacji pracy szpitala i kliniki położnictwa. To właśnie te błędy były przyczyną tragedii, jaka rozegrała się na sali porodowej.  W tym przypadku odpowiedzialność szpitala opiera się na zasadzie tzw. winy organizacyjnej.

Taką też konstrukcję przyjął sąd cywilny zasądzając na rzecz Pani Sylwii i jej dziecka zadośćuczynienie, odszkodowanie oraz rentę. Sąd nie uległ pokusie drogi na skróty i nie zawiesił postępowania, do czasu zakończenia sprawy karnej (co bywa dość często stosowane przez sądy cywilne), przeprowadził postępowanie dowodowe i poczynił własne ustalenia faktyczne nie czekając na zakończenie procesu karnego.

Uzasadniając rozstrzygnięcie sąd podkreślił, że fakt uniewinnienia członków personelu medycznego (nawet, gdyby było prawomocne) nie przesądza o braku odpowiedzialności szpitala. Dotyczy to w szczególności przypadków, gdy odpowiedzialność opiera się na zasadzie winy anonimowej, czy organizacyjnej.

Jak widzisz, postępowanie karne niekoniecznie musi ci pomóc w sprawie cywilnej dotyczącej błędu medycznego. Warto zatem przed podjęciem jakichkolwiek działań w tym kierunku, zasięgnąć rady prawnika, by przyjąć najwłaściwszą ścieżkę postępowania. Opracowanie sensownej strategii procesowej i konsekwentne jej realizowanie to już połowa sukcesu.

Słodko-gorzki powrót do szkoły

Bartlomiej Achler03 września 2018Komentarze (0)

powrót do szkołyDziś początek roku szkolnego. Na ten dzień Kamil co roku czeka z niecierpliwością. Niewiele rzeczy sprawia mu tak wielką radość, jak możliwość spotkania z przyjaciółmi z klasy, zwłaszcza po wakacyjnej rozłące. Pierwsze dni września są dla niego zawsze jednym z najszczęśliwszych momentów w roku.

Nie zawsze jednak tak było. Tylko determinacji swoich rodziców Kamil zawdzięcza, że może chodzić do szkoły i spotykać się z rówieśnikami. Kamil cierpi bowiem na chorobę Little’a czyli dziecięce porażenie mózgowe w jego najcięższej postaci – porażenie czterokończynowe (quadriplegia).

Błąd medyczny przy porodzie

Choroba Kamila jest wynikiem błędu medycznego popełnionego przy porodzie, który doprowadził do okołoporodowego niedotlenienia mózgu. Personel medyczny szpitala nie dochował należytej staranności w opiece nad rodzącą mamą Kamila. Wskutek niewłaściwej obserwacji rodzącej, braku pogłębionej diagnostyki i stałego monitorowania, cięcie cesarskie wykonano z ponad dwudziestominutowym opóźnieniem. Kamil urodził się w stanie śmierci klinicznej. Miał 0 punktów w skali Apgar. Akcję serca udało się przywrócić po trwającej niemal dziesięć minut resuscytacji.

Od pierwszych miesięcy życia Kamil przechodził intensywną rehabilitację, przede wszystkim kinezyterapię, fizjoterapię oraz hydroterapię.  Jego mama zrezygnowała z pracy zarobkowej i poświęciła się całkowicie opiece nad dzieckiem. Rehabilitacja była prowadzona zarówno w ramach świadczeń finansowanych przez NFZ, jak i prywatnie. Dodatkowo stosowano terapię farmakologiczną w celu zmniejszenia przykurczu kończyn.

Życie z dziecięcym porażeniem mózgowym

Obecnie Kamil ma trzynaście lat. Nie może chodzić, porusza się na wózku elektrycznym. Lewą rękę ma całkowicie niesprawną. Prawą może posługiwać się w ograniczonym zakresie. W zasadzie do wszystkich zwykłych czynności życiowych potrzebuje pomocy innych osób.

Dzięki intensywnej rehabilitacji i nadludzkim wysiłkom rodziców był w stanie rozpocząć naukę w szkole integracyjnej. Uwielbia geografię. Ma poważne zaburzenia mowy i nie jest w stanie pisać ręcznie. Pomimo dużych problemów z koncentracją, zapamiętywaniem i przyswajaniem materiału,  bardzo lubi szkołę i chętnie przebywa wśród innych dzieci, nawet, gdy oznacza to tylko obserwowanie ich zabawy.

Początek roku szkolnego jest więc dla Kamila zawsze dniem szczególnym. Pomimo, że prowadzone ma nauczanie indywidualne i w szkole przebywa dwie, góra trzy, godziny dziennie, czas ten jest dla niego bezcenny. Dzięki niemu wzmacnia swoją samoświadomość i poczucie własnej wartości. Jak mawia mama Kamila, chłopiec wówczas „wraca do życia”.

Ciężka praca i lata wyrzeczeń rodziców Kamila zostały w pewnym stopniu nagrodzone. To jednak nie koniec. Kamil potrzebuje rehabilitacji i opieki na stałe. Łatwiej nie będzie…

Czy zatem zasądzone kilka lat temu na rzecz Kamila wysokie, bo sześciocyfrowe, zadośćuczynienie (jest w stanie naprawić w pełni wyrządzoną krzywdę? Czy, również sześciocyfrowe, odszkodowanie zrekompensuje tragiczne skutki pomyłki lekarskiej? Czy wreszcie zasądzona przez Sąd renta miesięczna spowoduje, że łatwiej będzie zapomnieć o tym, co się wydarzyło trzynaście lat temu? Odpowiedź na każde z tych pytań jest zapewne jedna: „Nie”.

Proces o błąd medyczny to, niestety, nie wehikuł czasu i nie pomoże zmienić przeszłości. Dobrze poprowadzony może jednak sprawić, że codzienne zmaganie się z rzeczywistością będzie choć trochę łatwiejsze.

RODO dane medyczneOstatnie miesiące w sektorze medycznym upływają pod hasłem RODO. RODO to, RODO tamto. Ten akronim robi naprawdę zawrotną karierę. I to nie tylko dlatego, że jego brzmienie jest znacznie bardziej przyjazne niż „Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.04.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych)”.

RODO bowiem to przede wszystkim nowe zasady przetwarzania danych osobowych. Niektórzy mówią o rewolucji. Może i tak. W końcu po ponad dwudziestu (tak, tak – dwudziestu!) latach od wejścia w życie ustawy o ochronie danych osobowych, nagle przypomniano sobie o istnieniu danych osobowych i potrzebie ich ochrony.  Niezależnie od tego, jak będzie wyglądało stosowanie RODO w praktyce, już sam ten fakt jest wystarczający, by z jednej strony mówić o rewolucji, a z drugiej załamywać ręce nad stanem wiedzy o ochronie danych osobowych w Polsce. Po ponad dwóch miesiącach od rozpoczęcia stosowania RODO można być pewnym jednego – bez wątpienia przyczyniło się do rozpowszechnienia świadomości ochrony danych osobowych oraz spowodowało nadprodukcję prawników gwałtownie zmieniających specjalizacje 😉 Ale ja dzisiaj nie o tym…

Stracone dwa lata

Na przygotowanie do RODO było sporo czasu. Od jego wejścia w życie do rozpoczęcia stosowania minęły ponad dwa lata. Tymczasem okazuje się, że nie przygotował się nikt. W jakimś stopniu można zrozumieć tzw. sektor prywatny, który o RODO nie miał żadnej wiedzy i dopiero na przełomie roku 2017 i 2018, pod wpływem histerycznych publikacji prasowych oraz zmasowanego marketingu kancelarii prawnych i firm informatycznych, zdał sobie sprawę z „zagrożenia”. Żadnego zrozumienia nie znajduję jednak dla organów państwowych, które nie dość, że nie postarały się choćby o namiastkę kampanii informacyjnej (we właściwym czasie, zaznaczam), to niektórymi działaniami znakomicie przyczyniają się do zwiększenia i tak niemałego już „RODO-chaosu”.

Prawo do bezpłatnej kopii dokumentacji medycznej?

Jakiś czas po rozpoczęciu stosowania RODO Rzecznik Praw Pacjenta zamieścił na swojej stronie internetowej informację, jakoby RODO przyznawało pacjentom prawo do bezpłatnej kopii dokumentacji medycznej. Wniosek taki Rzecznik wywiódł z art. 15 ust. 3 RODO stanowiącego, że administrator dostarcza osobie, której dane dotyczą, kopię danych osobowych podlegających przetwarzaniu. Za wszelkie kolejne kopie, o które zwróci się osoba, której dane dotyczą, administrator może pobrać opłatę w rozsądnej wysokości wynikającej z kosztów administracyjnych.

Rzecznik uznał, że skoro RODO przyznaje prawo do żądania bezpłatnej (przy pierwszym żądaniu) kopii danych osobowych, a dokumentacja medyczna takie dane zawiera, to tym samym pacjent nabył prawo do bezpłatnej pierwszej kopii dokumentacji medycznej.  Ze swoją interpretacją oczywiście podzielił się ze światem, czym wzbudził niemały popłoch wśród przedstawicieli podmiotów leczniczych, które już zaczęły kalkulować, jakie koszty po ich stronie spowoduje taka interpretacja Rzecznika.

Dwa odrębne uprawnienia

Rzecznik Praw Pacjenta, nie wiedzieć czemu, utożsamia dane osobowe (czyli informacje o osobie fizycznej) z nośnikiem, na którym są one zapisane (papier, serwer, dysk twardy komputera, płyty CD lub DVD). Takie stanowisko pozbawione jest jakichkolwiek podstaw prawnych. Dane osobowe to informacje o zidentyfikowanej, lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej. O tym, czy konkretną informację należy traktować jako daną osobową decyduje treść i zakres informacji, a nie nośnik, na którym jest utrwalona.

Odstępstwa od powyższej reguły są wyjątkiem. Dotyczy to np. badań obrazowych, których wyniki stanowią przecież daną osobową, zaś jej udostępnienie może nastąpić wyłącznie poprzez wydanie kopii zdjęcia. Jest to jednak przypadek szczególny, nie dotyczący wszystkich danych zawartych w dokumentacji.

Co więcej, prawo do kopii danych osobowych oraz prawo do dokumentacji medycznej to dwa całkowicie odrębne uprawnienia, realizowane w zupełnie innym trybie i na zupełnie innych podstawach prawnych. W przypadku danych osobowych będzie to art. 15 RODO, natomiast w przypadku dokumentacji medycznej są to art. 23 oraz art. 27 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, a także przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie rodzajów zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania.

Celem prawa do uzyskania kopii danych osobowych jest przede wszystkim cel kontrolny – masz prawo wiedzieć, jakie dane administrator przetwarza i czy robi to legalnie. Z kolei prawo do dokumentacji medycznej jest w gruncie rzeczy „przedłużeniem” prawa do informacji o Twoim stanie zdrowia.

Dokumentacja medyczna to nie tylko dane osobowe pacjenta

Pamiętaj również, że Twoje dane osobowe mogą być zawarte nie tylko w dokumentacji medycznej (np. monitoring wizyjny, call center, korespondencja mailowa etc.). Z kolei dokumentacja medyczna zawiera nie tylko dane osobowe pacjenta, ale również szereg informacji, które tymi danymi nie są (np. dane personelu medycznego udzielającego świadczeń). RODO nie daje pacjentowi prawa do uzyskania dostępu do takich danych. Można to osiągnąć jedynie poprzez złożenie wniosku o kopię dokumentacji medycznej.

Warto również pamiętać, że pacjenci najczęściej występują o wydanie kopii dokumentacji w określonym celu – do kontynuacji leczenia, dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, czy też na potrzeby spraw sądowych. Dla realizacji takich celów przydatna będzie dla pacjenta wyłącznie dokumentacja prowadzona zgodnie z ustawą o prawach pacjenta i przywołanym wyżej rozporządzeniem Ministra Zdrowia. Same dane osobowe to w tym przypadku za mało.

Terminy, terminy, terminy

Rzecznik pominął również jeszcze jedną, niezwykle istotną z punktu widzenia pacjenta okoliczność, a mianowicie ciążące na podmiotach leczniczych terminy realizacji każdego z omawianych uprawnień.  W przypadku wniosku o wydanie dokumentacji medycznej podmiot leczniczy jest zobowiązany zrealizować go bez zbędnej zwłoki, zaś naruszenie tego obowiązku może zostać uznane za naruszenie praw pacjenta. W przypadku żądania wydania kopii danych osobowych na podstawie RODO, administrator (czytaj: podmiot leczniczy) również powinien wydać dane bez zbędnej zwłoki, z tym, że unijny prawodawca zostawia w art. 12 RODO  furtkę stanowiąc:

Administrator bez zbędnej zwłoki – a w każdym razie w terminie miesiąca od otrzymania żądania – udziela osobie, której dane dotyczą, informacji o działaniach podjętych w związku z żądaniem (…). W razie potrzeby termin ten można przedłużyć o kolejne dwa miesiące z uwagi na skomplikowany charakter żądania lub liczbę żądań.

Och, jakże piękny jest ten przepis. Oznacza on w skrócie, że, opierając się na RODO, administrator może wydłużyć termin nawet do trzech (!) miesięcy, przy czym, zwróć uwagę, nie jest to termin na dostarczenie kopii danych, lecz na udzielenie informacji o działaniach podjętych w związku z żądaniem”. W praktyce może się więc okazać, że pacjent podążający ścieżką wytyczoną przez Rzecznika Praw Pacjenta nawet w ciągu 3 miesięcy od złożenia wniosku nie otrzyma żądanych danych.

Koszty udostępnienia kopii danych osobowych

Hasło „bezpłatna kopia dokumentacji medycznej” brzmi pięknie, zwłaszcza, gdy przyjdzie Ci zapłacić za kilkadziesiąt, czy kilkaset stron dokumentacji medycznej w formie w papierowej. Generalną zasadą przy wydawaniu wyciągu, odpisu, kopii lub wydruku dokumentacji medycznej, jak również wydawaniu dokumentacji na elektronicznym nośniku danych jest odpłatność. Ustawa o prawach pacjenta wprowadza jednak w art. 28 ust. 4 limity, ponad które podmiot leczniczy nie może żądać zapłaty.

RODO przyznaje prawo do żądania bezpłatnej pierwszej kopii danych osobowych. Już jednak za każdą kolejną kopię administrator może pobrać opłatę w rozsądnej wysokości wynikającej z kosztów administracyjnych.

Problematyczna realizacja

Pacjent chcący zaoszczędzić i podążający, w dobrej wierze, ścieżką wytyczoną przez Rzecznika Praw Pacjenta, może stracić podwójnie. Wyobraź sobie taką sytuację:

Zwracasz się do szpitala X o wydanie kopii Twoich danych osobowych zawartych w dokumentacji medycznej z całego okresu leczenia i hospitalizacji. Szpital przyjmuje wniosek. Mijają tygodnie. Po miesiącu otrzymujesz informację (zgodnie z art. 12 RODO), że z uwagi na liczbę wniosków termin zostaje wydłużony o kolejne dwa miesiące.

Czekasz…

Już po trzech miesiącach od zgłoszenia żądania dostajesz… wydruk z systemu informatycznego szpitala zawierający, owszem, wszystkie Twoje dane osobowe, w tym dane medyczne, tyle, że nie w formie dokumentacji medycznej.

Czy szpital działał legalnie? Jak najbardziej. Czy dochował terminu? Oczywiście. Czy otrzymałeś dane, o które prosiłeś? Tak. Czy jesteś zadowolony? Chyba nie do końca.

Składasz więc kolejny wniosek. Tym razem piszesz, że chcesz otrzymać dane zawarte w dokumentacji medycznej i chcesz je otrzymać w formie dokumentacji medycznej. Ok. Szpital przyjmuje wniosek. Powtórka z rozrywki. Mijają kolejne 3 miesiące…

Jedziesz do szpitala odebrać dokumentację. Zostajesz jednak najpierw skierowany do kasy. Wszak nie jest to już pierwszy Twój wniosek, a co za tym idzie – nie jest bezpłatny. Okazuje się, że stawka za kopię danych osobowych wynosi 3 PLN za stronę (a zatem dziesięciokrotnie więcej niż maksymalna dopuszczalna stawka za kopię dokumentacji medycznej). Tak sobie szpital wyliczył „opłatę w rozsądnej wysokości wynikającą z kosztów administracyjnych”. Legalnie? Jak najbardziej, o ile jest w stanie z tych kosztów się wytłumaczyć.

Po pół roku od złożenia pierwszego wniosku otrzymujesz więc dokumentację płacąc za nią dziesięciokrotnie więcej, niż, gdybyś złożył „zwykły” wniosek o kopię dokumentacji medycznej. Co więcej, mogę sobie wyobrazić sytuację, gdy szpital w wydanej Ci dokumentacji np. anonimizuje dane personelu medycznego. I może nawet się z tego wybroni – przecież prosiłeś o swoje dane osobowe…

Oczywiście powyższy przykład to pewne ekstremum. Pokazuje jednak, że stanowisko Rzecznika, jakkolwiek przestawione w intencji dbałości o interes pacjenta, może w praktyce przynieść więcej szkody, niż pożytku.

Rzecz jasna, może się okazać, że podmiot leczniczy po prostu wyda kopię dokumentacji. Taka forma udostępnienia danych może być przecież dla niego najprostsza w realizacji. Nie masz jednak gwarancji, że tak będzie, a należałoby oczekiwać, mimo wszystko, spójnej i przewidywalnej praktyki podmiotów leczniczych w tym zakresie.

Rzecznik swoje, Prezes UODO swoje

Żeby było ciekawiej, stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta podważył Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (następca GIODO). W opublikowanej na swojej stronie internetowej informacji wskazał, że

„udostępnienie kopii danych zawartych w dokumentacji medycznej, zgodnie z art. 15 ust. 3 RODO, nie jest równoznaczne z obowiązkiem udostępnienia danych w formie i strukturze właściwych dla udostępnienia dokumentacji medycznej.”

Publikacja stanowiska Prezesa UODO spowodowała, spóźnioną, ale jednak, refleksję w biurze Rzecznika Praw Pacjenta, który zwrócił się się z prośbą do podmiotów leczniczych pytań lub wątpliwości odnoszących się do realizacji uprawnień pacjenta wynikających z art. 15 ust. 3, w celu „analizy wskazanego zagadnienia”. 

Jak na razie mamy zatem dwugłos w sprawie prawa do bezpłatnej kopii danych osobowych medycznych, co bynajmniej nie sprzyja realizacji omawianych uprawnień. Im  prędzej poznamy jednolite stanowiska obu organów, tym lepiej. Pytanie tylko, czy takiego stanowiska w ogóle się doczekamy, skoro dwa lata okazały się zbyt krótkim okresem, by przygotować się do RODO, jak należy…

wojewódzka komisja ds zdarzeń medycznychMój stosunek do wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych jest raczej krytyczny. Uważam, że, pomimo słusznych skądinąd założeń, instytucje te nie spełniają właściwie swojej roli. Postępowania, wbrew założeniem, bynajmniej nie trwają krótko, a efekt rzadko jest dla pacjenta na tyle korzystny, by nie trzeba było korzystać następnie ze ścieżki sądowej. Jedyna istotna przewaga komisji nad sądami powszechnymi sprowadza się w gruncie rzeczy do tego, że postępowania przed wojewódzką komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych są względnie tanie, a co za tym idzie – dla pacjenta ewentualne niepowodzenie nie wiąże się z dużym ryzykiem finansowym. Ale ja dzisiaj nie o tym…

Po co komisji świadek?

W ubiegłym tygodniu miało miejsce posiedzenie w prowadzonej przeze mnie sprawie przed jedną z wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Postępowanie toczy się od ponad roku. Przesłuchano wszystkich świadków, postępowanie dowodowe zostało praktycznie zakończone. I oto, na poprzednim posiedzeniu komisja, wbrew stanowisku stron, postanawia (z urzędu) wezwać i przesłuchać jeszcze jednego świadka. Strony oponują, gdyż świadek jest dla sprawy całkowicie nieprzydatny. Komisja upiera się jednak przy swoim i wzywa świadka na kolejny termin.

Nadchodzi termin przesłuchania. Świadek, po przebyciu kilkudziesięciu kilometrów z miejsca zamieszkania, karnie stawia się przed komisją. Strony oczywiście nie mają pytań do świadka. A komisja? Otóż komisja… też nie. Pomimo, iż przesłuchanie tego świadka komisja uznała wcześniej za absolutnie niezbędne i w tym jedynie celu odroczyła posiedzenie, to ostatecznie nie zadała mu żadnego pytania…

Budowanie zaufania do organów publicznych

I tu w zasadzie wpis powinien się zakończyć, bo trudno jest to sensownie skomentować. Można natomiast zapytać, czy naprawdę konieczne było ignorowanie stanowiska stron, odraczanie posiedzenia i wydłużanie postępowania o kolejnych kilka miesięcy, by wezwać „świadka”, któremu nie zadano żadnego pytania? Ja rozumiem, że, aby prowadzić przesłuchanie trzeba wiedzieć, o co pytać. Rozumiem, że wymaga to choćby minimalnego wysiłku – zaznajomienia się z aktami i zgromadzonymi dowodami. Jeżeli jednak komisji na ten „wysiłek” nie stać, to może nie warto ściągać świadka z drugiego krańca województwa po to jedynie, by sobie członków komisji obejrzał? O pełnomocnikach stron już nie wspomnę. Szacunek do uczestników postępowania to jednak nadal towar deficytowy.

Jeżeli tak ma wyglądać budowanie zaufania do organów państwowych i realizacja celów, jakie przyświecały ustawodawcy wprowadzającemu instytucję wojewódzkich komisji do polskiego systemu prawnego, to chyba nie tędy droga…